*

Procesja z siniakami

Dodane 2008-05-22 20.25, komentarzy 0 - dodaj komentarz Miejsce: Śródmieście Tagi: procesja boże ciało warszawa ateizm emerytki moherowe berety

Chcąc nie chcąc wybrałam się dziś na procesję. I wróciłam do domu z kilkoma siniakami więcej...

Należę do osób niewierzących, no ale skoro jest okazja na ciekawy materiał, to warto pójść ;) - pomyślałam. I poszłam z kamerą na miejsce centralnej procesji w Warszawie. Z minuty na minutę przybywało coraz więcej ludzi, głównie emerytów. Kręciłam sobie spokojnie, przechadzałam się z kamerą to tu, to tam...

I nagle czuję, jak ktoś mnie siłą odpycha do tyłu. Chwyta za torbę od kamery i ciągnie, aż mało nie spadłam ze schodków. Odwracam się myśląc, że może ktoś ma chrapkę na naszą redakcyjną kamerę (w końcu tyle ludzi, kradzieże się zdarzają). Ale nie! Oto "miła starsza pani" zaczyna na mnie wrzeszczeć, że co ja sobie wyobrażam. Krzyczy z pretensjami, że nagrywam procesję. I szarpie za rękaw... Nie jestem cierpliwa, i gdyby nie fakt, że to starsza kobieta, pewnie usłyszałaby ode mnie kilka miłych słów... No ale się powstrzymałam. Z trudem.

Kilka minut później. Jak wspomniałam, jestem niewierząca. Dlatego gdy większość zgromadzonych klękała, ja stanęłam z boku. Gdy wszyscy wstali, podszedł do mnie z boku starszy pan i złowrogo zaczął mi się przyglądać. Nie, żeby jakoś tak dyskretnie. Stanął metr ode mnie i z pełnym pogardy wzrokiem patrzył na mnie z góry na dół. Miał pretensje o to, że nie klęczę? To śmieszne. Jak można mieć do kogoś pretensje, że nie uklęknie na mszy? Wychodzę z założenia, że w takim przypadku każdy powinien patrzeć na siebie i na swoje poczynania, a nie kontrolować innych, czy aby na pewno padli na kolana wystarczająco nisko.

Zawsze wydawało mi się, że wiara to raczej osobista sprawa, której nie powinno się eksponować wszem i wobec tylko dlatego, żeby być zauważonym. Śmiać mi się chciało, jak widziałam uśmiechnięte dziewczynki, które miały sypać płatki kwiatków, oraz ich okropnie zestresowane matki, które ciągle tylko chodziły, krzyczały, poprawiały, przejmowały się. OK, rozumiem że córki po komunii, no ale "na litość boską", procesja to nie rewia, to nie wybieg, że musi być równo i idealnie! Zszokowała mnie także kobieta, która do tych dziewczynek krzyczała "Raz, dwa, trzy. Na trzy, dziewczynki, na trzy sypiemy!". Przecież Boże Ciało to nie święto, które ma sprawdzać zdolności organizacyjne matek!

Mam jakąś tam swoją małą filozofię na temat tego, jak nie powinno wyglądać eksponowanie wiary. I niestety upewniłam się tylko w swoich przekonaniach, że większość katolików nie ma pojęcia w co tak naprawdę wierzy. Słowo daję, w tłumie dostrzegłam tylko kilka osób, które rozumiały ideę procesji, a nie przyszły się tylko poprzepychać w tłumie czy też pokazać się sąsiadom w nowej garsonce.

Po powrocie do domu czułam się, jakbym wróciła z jakiejś manifestacji. Nabiłam sobie kilka siniaków, głównie od łokci przepychających się babć, które KONIECZNIE musiały zobaczyć księdza. Tak, jakby co niedzielę go nie widziały.

zgłoś nadużycie
Komentarze
Nikt jeszcze nie skomentował
Dodaj swój komentarz: