Stalowej hali KDT nie udało się sprzedać w dwóch przetargach. Teraz, kiedy firmy same mogą proponować cenę, zgłaszają się chętni.
Co łaska...
- Hala jest warta tyle, ile ktoś za nią zapłaci. To niestety prawda - mówi MM-ce Paweł Kołodziejski, dyrektor Zarządu Terenów Publicznych, który jest odpowiedzialny za sprzedaż. Chętni na halę znaleźli się dopiero, gdy ratusz postanowił wystawić ją bez ceny minimalnej. - Ustalonej ceny nie ma, ale będziemy negocjować - mówi Kołodziejski. Chętnych jest jak zdradził dyrektor kilku. - Należy rozumieć, że jest ich więcej niż dwóch a mniej niż dziesięciu - zdradza enigmatycznie.
Sprzedaż albo koszty rozbiórki na barki podatnika
Miastu zależy na tym, by halę sprzedać, bo w przeciwnym razie samo będzie musiało zapłacić za jej rozbiórkę. - Koszt zakupu hali dla nabywcy trzeba bowiem powiększyć o koszt rozbiórki, bo to nowy właściciel jest za to odpowiedzialny - zaznacza dyrektor. Miastu opłacałoby się więc sprzedać halę za niewiele więcej niż wart jest złom z niej, ponieważ w przeciwnym razie samo poniesie koszt usunięcia jej z pl. Defilad.
Jeśli nie sprzedadzą będą opóźnienia
Fiasko prób sprzedaży spowoduje kolejne opóźnienia. - Trzeba by rozpisać kolejny przetarg na rozbiórkę i wywóz hali - wyjaśnia Kołodziejski. Szpecąca centrum konstrukcja musi zaś zniknąć jak najszybciej w jej miejscu planowana jest w przyszłym roku budowa łącznika drugiej linii metra, a za dwa lata Muzeum Sztuki Nowoczesnej.


