*
Dodane 2013-01-31 12.55 , komentarzy 3

Pomóż im. Najprościej, lecząc tu swojego zwierzaka

Istnienie pierwszej w Polsce lecznicy dla bezdomnych zwierząt jest zagrożone. Możesz pomóc.

Fundacja Centrum Pomocy Zwierzętom TRIP

Autor: Kamil Fejfer

- Szanowni Państwo! Z ogromnym smutkiem oraz żalem zmuszeni jesteśmy zwrócić się do wszystkich z Państwa z prośbą o pomoc – tak zaczyna się apel Fundacji Centrum Pomocy Zwierzętom „TRIP”, właściciela lecznicy dla bezdomynch zwierząt przy ul. Szaesrów. - Realia z jakimi przyszło nam się zmierzyć postawiły całą ideę w obliczu bankructwa. Koszty dotyczące utrzymania lokalu oraz zakupów leków przerosły nas wielokrotnie - czytamy dalej. Całą treść apelu można przeczytać na stronie internetowej organizacji.

Lecznica Fundacji Centrum Pomocy zwierząt to ponadczterystumetrowy kompleks. Leczone są tutaj bezdomne czworonogi. Finansowanie opieki medycznej nad bezdomnymi zwierzętami odbywa się dwutorowo. Po pierwsze klinika działa jako komercyjna placówka. Wszystkie środki finansowe, jakie uda się uzbierać w ten sposób są przeznaczane na leczenie zwierząt bezdomnych. Sama fundacja działa na zasadzie pro bono. Wynagrodzenie pobiera tylko część weterynarzy. Reszta personelu placówki to wolontariusze. Z drugiej strony pieniądze są pozyskiwane od sponsorów. Lecznica popadła w kłopoty wraz ze stratą jednego z nich.

- Zostało popełnionych sporo błędów. Za część z nich odpowiadam ja personalnie i od tej odpowiedzialności nie zamierzam się uchylać - mówi Łukasz Bodziński, wiceprezes Fundacji Centrum Pomocy Zwierząt „TRIP”.

- Nie podpisaliśmy na przykład umowy sponsorskiej, która by nas w jakiś sposób zabezpieczała - mówi Bodziński. - Lecznica istnieje od października i od tamtego czasu na rynku komercyjnym jest z nami coraz lepiej. Za październik mieliśmy kilka tysięcy wpływów, listopad ponad 10 tys., grudzień to ok. 30 tys. zł. Myśleliśmy, że te pieniądze wystarczą. Niestety, przeliczyliśmy się - stwierdza mężczyzna.




- Placówka została stworzona po to, żeby nieść pomoc zwierzętom bezdomnym. A w naszym kraju nie jest to łatwe zadanie. W Polsce jest mnóstwo bezdomnych czworonogów, a weterynaria jest zupełnie sprywatyzowana. Prywatne przedsiębiorstwa muszą utrzymać siebie, pracowników etc. Jeżeli więc ktoś przychodzi z bezdomnym zwierzakiem musi za jego leczenie zapłacić – mówi Łukasz Bodziński.

Dużo placówek weterynaryjnych udziela zniżek na leczenie zwierząt lub robi to pro bono. Jednak jest to uzależnione od woli właściciela, managera etc. Nie ma więc gwarancji, że bezdomne zwierzę zostanie obsłużone w ten sam sposób jak pacjent komercyjny.

Bodziński podaje przykład Nory, która teraz znajduje się w lecznicy i zapewne będzie znajdowała się tutaj do końca życia. Nora musi codziennie przyjmować antybiotyk. Trafiła tu z boreliozą, po wyleczeniu doszło jednak do powikłań. Z kolei Moro został uratowany przez fundację zanim jeszcze powstała lecznica. Poprzedni właściciel się nad nim znęcał, wygłodzony i pobity został pozostawiony na śmierć. Przed tym jak został odnaleziony, pogryzły go szczury, przez co wdała się infekcja.

Jak to wygląda od strony prawnej?


Według polskiego prawa opiekę nad zwierzętami bezdomnymi powinny sprawować samorządy podpisując odpowiednie umowy finansowania tej opieki z placówkami weterynaryjnymi, czy schroniskami dla zwierząt. Łukasz Bodziński mówi jednak o kontroli NIK, która wykazała, że około 2/3 gmin nie ma podpisanych podobnych umów. Celem lecznicy jest zapewnienie faktycznej opieki zwierzętom.

Oddział zakaźny, tlen w ścianach i nowoczesne lampy, które zabrał kredytodawca


Lecznica to ponadczterystumetrowy kompleks. Wygląda zupełnie jak zadbany oddział w wyremontowanym szpitalu. Na jasnych ścianach namalowane są wesołe zwierzęta. Część drzwi otwierana jest kodem elektronicznym. Placówka należy do największych w kraju. Sala operacyjna pozostawia człowieka z dziwnym wrażeniem. Sprzęt dla laika wygląda jak wyposażenie dobrego szpitala.  - Niestety kredytodawca zabrał nam lampę - żali się Bodziński. Jednak jest szansa na jej odzyskanie po uregulowaniu rachunków.

W kolejnych salach znajdują się zwierzęta. W jednej są trzy koty. Nie walczą ze sobą? – Nie. To zasługa wolontariuszy, którzy te koty socjalizowali. Dowody socjalizacji znajdują się na rękach tych ludzi. Koty strasznie drapią. Teraz się jednak spokojne i żyją zgodnie - stwierdza wiceprezes fundacji.

W kolejnym pokoju trzy psy w klatkach. Pomieszczenie jest czyste, tak samo klatki. Psy nie szczekają, co jak mówi Bodziński, może być wynikiem tego, że po prostu nie czują się zbyt dobrze. Na korytarzu swój materac ma Nora.  Zwierzęta reagują entuzjastycznie na odwiedziny Łukasz Bodzińskiego.

Nowoczesnym rozwiązaniem technologicznym jest instalacja gazów medycznych w ścianach budynku – tlen, próżnia, podtlenek azotu. Klinika posiada również oddział zakaźny. Prowadzi do niego śluza antyseptyczna. Znajduje się w niej specjalna lampa niszcząca drobnoustroje, maty dezynfekcyjne.

Wszystko to niestety sporo kosztuje. Miesięczne koszty samego tylko utrzymania lokalu to 25 tysięcy złotych.

Jak pomóc?


Najłatwiej jest pomóc lecząc własnego czworonoga w klinice. Całość środków zostanie przekazana na leczenie zwierząt bezdomnych. Ceny usług są uśrednione względem podobnych placówek w Warszawie.

Inną możliwością są bezpośrednie wpłaty na konto fundacji:

Dane potrzebne do przelewu:
Fundacja Centrum Pomocy Zwierzętom – „TRIP”
04-017 Warszawa, ul. Kinowa 20 lok 37
Volkswagen Bank Polska S.A.
nr rachunku: 34 2130 0004 2001 0544 9475 0005

dla przelewów z zagranicy
IBAN: PL 34 2130 0004 2001 0544 9475 0005
SWIFT: INGBPLPW
Adres banku: Volkswagen Bank Polska S.A.00-124 Warszawa, ul. Rondo ONZ 1

Fundacja będzie również wdzięczna za pomoc sponsorów. Kontakt przez stronę internetową instytucji.

Macie jakiś plan awaryjny? – Tak, jest ich kilka – mówi Bodziński. – Po pierwsze renegocjacja wysokości czynszu i wprowadzenie oszczędności. Na przykład wykręcenie co drugiej żarówki. Drugi pomysł do pozyskanie lokalu od miasta. To się jednak łączy z kolejnymi wydatkami związanymi z remontem, zainstalowaniem sprzętów i tak dalej. Trzecie wyjście najbardziej brutalne to prawna likwidacja instytucji. Mamy nadzieję, że do tego nie dojdzie.


Zerknij na najchętniej czytane materiały


Koncerty w WarszawieAero 2: darmowy internetPolska - UkrainaNowa warszawa

X

Miejsce
w rankingu
Kamil Fejfer

brak opisu

Autor ostatnio dodał:

Komentarze

Wiceprezes Zarządu Fundacji - Łukasz Bodziński Gość
~Wiceprezes Zarządu Fundacji - Łukasz Bodziński
Sprostowanie! 2013-02-02 11.05

Szanowni Państwo

W artykule pt. „Pomóż im. Najprościej lecząc swojego zwierzaka.” opublikowanym na łamach portalu Moje Miasto Warszawa wdały się bardzo liczne i wprowadzające czytelników w błąd informacje.

W dniu dzisiejszym wysłałem prośbę zarówno do autora artykułu jak również Redakcji MMWarszawa z prośba o sprostowanie lub poprawienie nieścisłości.

Pierwszą podstawową rzeczą na którą pragnę zwrócić uwagę to fakt, że pies, który w artykule został nazwany jako Moro to w rzeczywistości Nora. Dodatkowo Nora nie była katowana ani pogryziona przez szczury jak to podaje autro artykułu. Nie miała również posocznicy. Na te dolegliwości cierpiał akurat Moro – inny pies o którym wspominałem podczas rozmowy z redaktorem. Nora to psiak, który trafił do nas z zaawansowaną boreliozą. Po wyleczeniu doszło do powikłań w postaci ropnego zapalenia stawów. Koszty leczenia o których wspomina autor artykułu dotyczą leczenia psa Moro a nie Nory. Niestety autorowi zlały się w całość dwie historie i wyszła jedna.

Kolejną sprawą jest fakt, że kredytodawca nie zabrał oddziału zakaźnego. Trudno by było zabrać pomieszczenia. Po przez "tlen w ścianach" autor artykułu miał na myśli instalację gazów medycznych poprowadzoną w ścianach. Tej intelacji również nikt nie zabrał.

Nie jest również prawdą, że na Sali operacyjnej nie ma światła. Kredytodawca zabrał tylko nowoczesną lampę bezcieniową, natomiast w dalszym ciągu dysponujemy światłem zwykłym oraz starą lampą chirurgiczną. Tu jednak autor również zapomniał dodać, że identyczną lampę otrzymamy niebawem od firmy Kamed, która już nie raz wspierała naszą inicjatywę.

W odniesieniu do kotów. Socjalizacją kotów zajmują się u nas przede wszystkim wolontariusze a nie personel. To tylko dzięki ciężkiej pracy wolontariuszy wszystkie koty są oswajane.

W dalszej części ponownie pomyłka imienia psa. To nie Moro ma swój materac lecz Nora, która nie miała posocznicy, nie była katowana, nie została pogryziona przez szczury.

Nowoczesnym rozwiązaniem technologicznym nie jest gaz w ścianach budynku tylko jest nią instalacja gazów medycznych zlokalizowana w ścianach. Nie jest to tez nowinka technologiczna. Jest to poprostu bardzo duże udogodnienie. Do szpitala zakaźnego nie prowadzi śluza dezynfekująca tylko śluza antyseptyczna.

W odniesieniu do kosztów nie wiem czym autor artykułu sugerował się robiąc wywziął takie wliczenia. Same koszty utrzymania lokalu (tj. czynsz, woda, prąd, wywóz nieczystości, ścieki) wynosi średnio miesięcznie 25`000,00zł. Do tego należy doliczyć koszty pracownicze oraz koszty zakupowe.

Będę bardzo wdzięczny autorowi artykułu jak również całej Redakcji MMWarszawa za poprawienie nieścisłości lub za opublikowanie sprostowania.

Adam Gajewski Gość
~Adam Gajewski
Bodziński doprowadził lecznice do upadku po 4 miesiącach! zamiast wyleczyć 400 zwierząt. 2013-02-03 10.06

Pan Łukasz Bodziński jak widać w powyższym poście jest czepialskim i mało rozgarniętym człowiekiem, napewno nie powinien brać się za zarządzanie lecznicą!
Doprowadził lecznicę weterynaryjną TRIP w ciagu 4 miesięcy do upadku i długu wysokości 90 tysięcy złotych, jak sam wskazał że zarobili przez 3 miesiące 55 tys. złotych, co oznacza że koszty jakie ponieśli łącznie to 145 tys. złotych.
Zadeklarował że około 100 zwierząt znalazło domy i zostało wyleczone, co daje łatwy wskaźnik, jeden pies/ kot to 1450zł!!!
Kiedy średni koszt leczenia zwierzęcia to około 200-300zł w prywatnych przychodniach. za 145 tyś. wyleczonych by było 400 psów i kotów a nie 100 bawiąc się samodzielnie w "KLINIKĘ"
Przedsięwzięcie TRIP może i ma szczytny cel, jednak nie uzasadniony, lepiej wpłacać datki do innych fundacji zajmujących się zwierzętami które leczą porzucone psy i koty w prywatnych lecznicach, prowadzenie lecznicy TRIP (zwanej Kliniką) przez fundację CPZ jest poronionym i złym wydawaniem środków darczyńców fundacji.

Łukasz Bodziński Gość
~Łukasz Bodziński
Brak słów. 2013-02-05 04.12

Widać nie czytał Pan Panie Adamie Gajewski artykułu przed poprawkami skoro twierdzi Pan, że się czepiam. Ale nie będę się wdawał z Panem w pyskówki z piaskownicy.

Odnośnie danych. Od początku działalności przy ul. Szaserów 38 w Warszawie, tj. od 1 sierpnia 2012, udało się uratować 186 zwierząt bezdomnych. 17 zwierzętom niestety pomimo naszych starań nie udało się uratować życia. Już na dwa miesiące przed otwarciem kliniki, podczas prac remontowo adaptacyjnych przyjmowaliśmy i leczyliśmy zwierzęta bezdomne. Odnośnie średnich kosztów leczenie zwierzęcia w zakładach komercyjnych - chciałbym poznać adres chociaż jednej lecznicy gdzie koszt leczenia chociażby Moro, Sary, Portosa, Łatka, Szczęki, Matki 2, Hipoplazji, Obwisłej, Nory, Czarnej, Punii, itp (na profilu FCB można poczytać o wszystkich naszych podopiecznych, wtedy będzie można sobie nakreślić co im było) czy nawet szczeniaków z parwo wyniósłby jak Pan przytacza 200-300zł. Chętnie zaproszę Pana do naszego biura i zobaczy Pan, że sam koszt leczenia pierwszych 7 wymienionych zwierząt (były leczone w zakładach komercyjnych przed otwarciem naszego zakładu ) przekracza kwotę tego co my zarobiliśmy przez 3 miesiące. Wtedy uratowaliśmy 7 istnień, teraz?
Pozdrawiam.

Dodaj swój komentarz: